Translate

środa, 26 czerwca 2013

OBOWIĄZKI I PRZYJEMNOŚCI.

         Myślę, że bez wahania mogę stwierdzić, że nie ma dnia, w którym do mojej głowy nie wpadłby jakiś świetny (w moim mniemaniu) pomysł. Nagłe oświecenie, że chcę coś robić, czegoś się nauczyć albo czegoś spróbować pojawia się zazwyczaj wtedy, kiedy mam mnóstwo pracy i totalnie nie mam czasu na oddawanie się przyjemnościom.
       Tak to właśnie wyglądało przez ostatni miesiąc, gdy moje studia, nieco bardziej wymagające niż inne, nie pozwalały mi na chwilę wytchnienia. Próby nauczenia się kręcenia hula hopem, ambitne plany regularnego pisania czy niedawno ponownie rozpoczęte treningi badmintona zostały odłożone w kąt i ustąpiły miejsca syzyfowej pracy, jaką jest walka z projektami i zaliczeniami na architekturze. Po kilkunastu, a może już kilkudziesięciu nieprzespanych nocach, zszarganych nerwach, stresach i milionach godzin spędzonych przed komputerem, zaczęłam się zastanawiać, jaki te wysiłki mają sens i czy efekty tej ciężkiej pracy wnoszą w moje życie jakąkolwiek satysfakcję. Czy zajeżdżanie się, żeby tylko wypełnić narzucone z góry obowiązki jest dobrym wyborem i czy może nie lepiej rzucić to wszystko i oddać się temu, co sprawia mi przyjemność.
      O tego typu rozmyślania o wiele łatwiej w okresie sesji, gdy wszyscy studenci poddają się ogólnie panującej panice i z zaciętością walczą o zdanie kolejnego semestru. Ciążąca nad nimi świadomość, że należałoby się postarać, zakończyć zmagania na należytym poziomie, kłóci się z chęcią zrobienia czegoś ciekawego, wyjścia z domu. Do tego dochodzi ogólne zmęczenie, na które już nic nie działa, łzy bezsilności i coraz szybciej zbliżający się deadline. Prawda jest jednak taka, że niezależnie czy jesteśmy na studiach, w innego rodzaju szkole, czy już pracujemy, każdemu z nas trudno jest pogodzić przyjemności i obowiązki. Często wir pracy tak nas wciąga, że zapominamy o całym świecie. Zaczynamy patrzeć na wszystko tylko przez pryzmat tej jednej płaszczyzny w życiu, jaką jest rozwój zawodowy i zapętlamy się w niekończących dążeniach do osiągnięcia sukcesu w firmie czy na uczelni. Motywujemy się chęcią większych zarobków czy lepszych perspektyw w przyszłości, ale zapominamy o tym, że żyjemy tu i teraz, a to, co robimy na co dzień wpływa na nasze samopoczucie. Jeśli rezygnujemy z czasu dla siebie i z możliwości rozwijania swoich pasji i zainteresowań na rzecz potencjalnych osiągnięć w przyszłości, istnieje duża szansa, że w pewnym momencie do naszego życia wtargnie frustracja, zgorzkniałość i wypalenie.
        Od dawna nurtuje mnie pytanie, jak osiągnąć stan równowagi, by racjonalnie pogodzić przyjemności z obowiązkami. Jak nie dać się presji, która atakuje zewsząd i sprawia, że zaczynamy się martwić naszą przyszłością, szczególnie w kontekście materialnym? Tym, dla których pasja jest jednocześnie sposobem zarobku albo ścieżką naukową, można tylko zazdrościć. Natomiast dla innych, którzy wciąż szukają tego, co kochają, skupianie się tylko na obowiązkach do niczego dobrego nie prowadzi. Zajmowanie się tym, co nie do końca nam się podoba, podczas gdy w głowie mamy wizję oddawania się innym czynnościom, na które nie możemy sobie pozwolić, tylko zmniejsza naszą efektywność i psuje nastawienie. Ale jak w natłoku pracy znaleźć odpowiednio dużo czasu na rzeczy, które chcemy robić? Jak pomimo wielu demotywujących czynników, wciąż mieć energię, żeby to swoje życie wzbogacać o nowe doznania i doświadczenia?
        Czasami wydaje mi się, że to wszystko zakodowane jest w naszej podświadomości. Nasza mentalność sugeruje nam, że tylko praca może przynieść nam prawdziwą satysfakcję. Jednak w rzeczywistości rzadko kiedy tak jest. To te małe rzeczy, które sprawiają nam przyjemność, motywują nas najbardziej, a sukcesy w dziedzinach, którymi jesteśmy zainteresowani sprawią, że wszystko inne będzie nam lepiej wychodzić. Trzeba nauczyć się dostrzegać swoje własne potrzeby. Nie odrzucać pomysłów i pasji, tylko dlatego, że wydaje nam się, że nie mamy na nie czasu. Trzeba uwierzyć w to, że możemy robić wszystko, jeśli tylko jesteśmy wystarczająco zmobilizowani. Trzeba również wiedzieć, kiedy powiedzieć „stop” nie tylko obowiązkom, ale i przyjemnościom, które przejmują kontrolę, bo mimo że życie to coś więcej niż tylko praca, to dzięki niej często zyskujemy nowe możliwości. Nie można jej ignorować czy doprowadzać do zaległości, które w pewnym momencie są nie do ogarnięcia. Lepiej czasami zacisnąć zęby i zrobić to, co ma się do zrobienia, by później móc robić to, na co się ma ochotę.
        W wirze obowiązków i szaleństwie życia codziennego trzeba jednak pamiętać, że czasami warto zrobić sobie przerwę i wziąć oddech. Odpocząć sobie, troszkę się poobijać i spędzić czas na przyjemnościach, by potem z nową siłą zmierzyć się z kolejnym zadaniem. Na przyjemne spędzanie czasu wcale nie trzeba sobie zasłużyć godzinami ciężkiej pracy, należy jednak zaleźć sposób, by pogodzić jedno z drugim i się nie wypalić. Nikt z nas nie chce być zgorzkniałym człowiekiem, który na starość żałuje, że nie robił czegoś, co kocha, bo oddał się w całości pracy. Dlatego gdy już brakuje sił i motywacji do działania, zróbmy przerwę, na chwilę zapomnijmy o czekających obowiązkach i oddajmy się błogiemu lenistwu albo nowo wymyślonym pomysłom.
      Bo nie żyje się po to, by pracować, ale pracuje się po to, żeby żyć i robić to, co nam się żywnie podoba!


Izka