Żyjemy w
bardzo dziwnych czasach. W czasach, których jest pełno wszystkiego i gdzie
wszystko jest dostępne. Mimo to, stajemy się coraz bardziej pazerni i pragniemy
coraz więcej, nawet tego, czego nawet w głębi duszy nie chcemy. Zazdrościmy
innym tego, co mają, niezależnie czy jest nam to potrzebne czy nie.
Trudno mi się
ustosunkować do tego, jak czują się starsi ode mnie, bardziej doświadczeni,
jednak jako młodego człowieka zazdrość dopada mnie dość często. Mam nadzieję,
że z wiekiem to mija i już tak nie dręczy jak teraz. Oczywiście w większości
przypadków nie zdaję sobie sprawy z tego, że to, co czuję to zazdrość, bo
wydaje mi się, że mnie to przecież w ogóle nie rusza, bo mam wszystko, co mi do
życia niezbędne. I jeśli chodzi o rzeczy materialne, to rzeczywiście tak jest. Nie
zazdroszczę innym rzeczy, które posiadają. Nie kręcą mnie czytające myśli
telefony, bluzy w gwiazdy i jednorożce czy okulary z napisem w lewym górnym
rogu. Nie potrzebne mi są gadżety, drogie zabawki czy dizajnerskie ciuszki. Ja
jestem zazdrosna o ludzi.
Często się
śmieję, że nie mam szczęścia w miłości, więc chyba powinnam nauczyć się grać w
pokera. Może to byłby dobry pomysł, bo dzięki nieudanym związkom albo
nieodwzajemnionym miłościom, mogłabym bez wahania obstawiać grubą forsę i
wchodzić all in. Kto wie, może byłabym już sławna i bogata, a cały świat stałby
przede mną otworem… Jednak mówiąc poważnie, każdy związek czy znajomość o
bardziej romantycznym znaczeniu zostawiły mi coś więcej niż miłe wspomnienia.
Bo mimo, że życie płynie dalej, a uczucia już się ulotniły, pozostało to
drażniące uczucie zazdrości. Niezależnie czy dotyczy to nowej dziewczyny byłego
chłopaka, byłej dziewczyny obecnego czy nawet byłej byłego (!) – zawsze czai się ta cząstka niepokoju i
minimalnej nienawiści. Nie ma znaczenia też to, czy znam tę osobę czy nie i to,
jak bardzo jest sympatyczna i jak bardzo ją lubię. Z momentem, gdy staje się
wybranką mojej byłej miłości, mimo, że wciąż ją lubię i szanuję, mój stosunek
do niej się zmienia i nie potrafię nic na to poradzić.
Wydaje mi się,
że tego typu zazdrość jest dość powszechna. Jedni trzymają ją w sobie, inni
robią sceny i sabotują nowe związki swoich byłych, jeszcze inni nagle zmieniają
zdanie i udają, że nie ma to na nich żadnego wpływu i że tak naprawdę nie lubią
osoby, którą wcześniej kochali. Uczucia często zmieniają się jak w
kalejdoskopie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć biegu wydarzeń, które mogą wpłynąć
na to, jaki stosunek mamy do innych. Nie możemy też przewidzieć ich zachowań.
Rozstania zazwyczaj przychodzą dość nagle, choć zdarza się, że przez długi czas
kisimy się w atmosferze, która zwiastuje koniec. Bywają utrzymane w
przyjacielskiej atmosferze, jednak znacznie częściej wiążą się z wywalaniem
wszelkich brudów. Ludzie się ranią, zaczynają bez powodu nienawidzić, a potem
znajdują sobie kogoś nowego, by pokazać jak bardzo ich to wszystko nie rusza.
Niezależnie jednak od tego, jak miło lub
niemiło się to wszystko kończy, pozostaje w nas uczucie przynależności i praw
do drugiej osoby. Ktoś był nasz i mimo, że bycie razem nie wypaliło, nie
chcemy, żeby się udało z kimś innym. Życzymy byłemu ukochanemu szczęścia, ale
najlepiej w pojedynkę. Niektórzy denerwują się, że znienawidzony były rozpoczął
nowy związek za wcześnie (a kiedy nie jest za wcześnie?) i stresuje ich to, że
układa sobie życie, a oni nie. Frustracja sięga zenitu.
Wierzę, że
każda miłość jest wielka i ważna. Że każda osoba, która pojawia się w naszym
życiu zmienia je i wpływa na to, jacy jesteśmy, co czujemy, jak postrzegamy
świat. Wierzę też w to, że po latach, niezależnie od tego, jak skończyła lub
zmieniła się dana znajomość, wciąż w pewien sposób dbamy o osobę, na której nam
wcześniej zależało. Po pewnym czasie zapominamy o wspólnych problemach,
kłótniach, nieporozumieniach i zostają nam tylko pozytywne wspomnienia. Mając
świadomość, jak dobrze czuliśmy się w danym związku, trudno nam pogodzić się z
myślą, że teraz ta osoba może czuć się lepiej z kimś innym. Nie zmienia to
faktu, że nie chcemy do tego wracać, ale z powodu braku pewności siebie,
potrzebujemy zapewnienia, że jednak
wspomnienia uczuć i tego, co było kiedyś nie ulatniają się tak szybko. Chcemy
czuć, że miłość, która już odeszła i tak była wielka oraz że na drugą osobę
wywarła taki sam wpływ jak na nas. Że zmieniła wszystko, że była miłością
życia. Tylko gdy pojawia się ta kolejna dziewczyna czy ten kolejny chłopak, coś
zaburza to uczucie. Coś już nie pozwala myśleć o tym, co było tylko w
kontekście pięknych wspomnień. Coś, co wprowadza zamęt i często ogłupia bez
powodu. Tym czymś jest nieunikniona, drażniąca zazdrość. I mimo że nie ma żadnych złych skutków, przypomina aż nazbyt dosadnie o tym, jak ważny ktoś kiedyś dla nas był.
Więc przykro
mi, wszystkie byłe, teraźniejsze i przyszłe dziewczyny moich byłych i
przyszłych chłopaków. Mimo że was bardzo lubię, to trochę was nie znoszę.
Izka