Przez całe
nasze życie nawiązujemy niezliczoną ilość znajomości. Zaczynamy na podwórku czy
pierwszego dnia w przedszkolu i tak naprawdę nigdy nie kończymy. W zależności
od swoich potrzeb tworzymy mniejszą lub większą siatkę znajomości, dzieląc ją
na przyjaciół, kolegów i koleżanki czy dalszych znajomych. Niezależnie jednak
od tego, jak bardzo w trakcie naszego życia ta siatka się rozrośnie i która z
części będzie najbardziej rozwinięta, nie bez wątpienia można stwierdzić, że
jesteśmy z nią bezpowrotnie powiązani.
Jestem osobą
dosyć towarzyską i staram się być aktywna w wielu dziedzinach, dlatego moja
siatka znajomych jest bardzo rozległa i obejmuje ludzi w różnym wieku, o
różnych zainteresowaniach i stylach życia, różnych narodowości i kultur. Nawet
jeśli chodzi o najbliższych przyjaciół – rozstrzał jest na tyle duży, że trudno
mi zorganizować jedną imprezę urodzinową lub wyjście na piwo, nikogo nie
pomijając. Mój wolny czas spędzam z bardzo różnymi ludźmi – kolegami i
koleżankami ze szkoły, znajomymi znajomych, przyjaciółmi z dzieciństwa czy
poznanymi przypadkowo osobami.
Tak jak
wszyscy, mam wiele kompleksów i często porównuję się z innymi, jednak wolę nie
przesadzać z użalaniem się nad sobą, bo chyba jeszcze nie jest ze mną aż tak
źle. Da się ze mną porozmawiać na różne tematy, jestem otwarta i raczej
pozytywnie nastawiona do innych, więc wydaje mi się, że nie przynoszę nikomu
wstydu w towarzystwie. Lubię spędzać aktywnie czas, dlatego zawsze można ze mną
porobić coś ciekawego. Zauważyłam jednak, że często, z niewiadomych powodów,
wśród niektórych ludzi czuję się mniej komfortowo. Mimo że nikt nigdy nie dał
mi powodu, żebym się tak czuła, w niektórych grupach znajomych wydaję się sama
sobie mniej fajna, nudniejsza, mniej przebojowa. Zdaje mi się wtedy, że nie mam
nic ciekawego do powiedzenia i że równie dobrze mogłabym się w ogóle nie
odzywać. Próbuję wtedy odnaleźć w sobie pewność siebie i być sobą, jednak
prawda jest taka, że i tak podświadomie denerwuję się, że źle wypadnę, że ktoś
mnie nie polubi. Jednak zamiast popadać w paranoję, zaczynam się zastanawiać,
co jest tego przyczyną, bo im lepiej poznaję tych ludzi, tym bardziej do mnie
dociera, że wcale nie mam powodów, by czuć się od nich gorsza.
Niejednokrotnie
jednak ludzie, porównując się z innymi, dochodzą do innych wniosków. Ci, którzy
sam na sam zachowują się tak, a nie inaczej, wśród innych zupełnie zmieniają
swoje oblicze. Pod wpływem braku wiary w siebie, próbują się na siłę zmieniać,
by się choć trochę wpasować w towarzystwo, w którym najbardziej chcą przebywać.
Zamiast zaakceptować fakt, że aby czuć się komfortowo wśród innych, należy być
sobą, przywdziewają maski i obierają role. Wszystko dlatego, że nie chcą, by
inni odebrali ich w sposób, w który nie chcieliby być odebrani. Dlaczego tak jest,
że z pewnych powodów zakładamy, że jeśli pokażemy to, jacy jesteśmy naprawdę,
ktoś nas nie polubi czy uzna, że nie jesteśmy wystarczająco fajni? Dlaczego, by
stać się częścią grupy, która wydaje nam się interesująca, wybieramy
powściągliwość czy nawet ukrywanie naszego prawdziwego oblicza, zamiast
zachowywanie się tak, jak chcielibyśmy się zachowywać?
Przywykliśmy
do faktu, że wszyscy wokół oceniają innych. Swoich najbliższych, koleżanki i
kolegów, nieznajomych, mijanych na ulicy. Robimy to głównie po to, by poczuć
się lepiej i podnieść swoją samoocenę, żeby się upewnić, że nie jest z nami tak
źle, że ktoś ma gorzej. Jednak czy takie zachowanie nie ma też przeciwnego
skutku? Wiedząc, że wraz z innymi dookoła, osądzamy innych po pozorach,
wyglądzie, pierwszej rozmowie, zaczynamy panikować, że i my staniemy się ofiarą
takich sądów. Tracimy przez to pewność siebie oraz poczucie własnej wartości,
przez co kolejne znajomości zawieramy niepewnie i bez zaufania. Zamiast jednak
od początku pokazywać, jacy jesteśmy naprawdę, podchodzimy z dystansem, badamy
teren, kamuflujemy się i staramy się wywrzeć takie wrażenie, jakie wydaje nam
się odpowiednie. A potem gdy zastanowimy się, ile mamy znajomych, okazuje się,
że tylko garstka z nich zna nas dobrze i wie, jacy jesteśmy naprawdę.
A jesteśmy
różni. Dziwni. Mamy swoje nietypowe przyzwyczajenia i nieuzasadnione schizy,
których, niezależnie od tego, jak bardzo by nam zależało na zaimponowaniu
innym, nie będziemy się chcieli pozbyć. Bo te małe dziwaczne szczegóły wpływają
na to, kim jesteśmy i jak się ze sobą czujemy. To, jak inni jesteśmy od reszty
osób, które znamy, właśnie czyni nas unikalnymi i jedynymi w swoim rodzaju. To
dzięki tym smaczkom dodajemy coś od siebie do grupy, w której przebywamy.
Dlatego
niezależnie czy mamy dwóch najlepszych przyjaciół, czy pięć milionów znajomych
na facebooku, trzeba dać innym szansę się poznać naprawdę. Nie należy się wstydzić tego, że
nie umiemy się odnaleźć w dyskusji na temat, o którym nic nie wiemy. Nie
można przejmować się tym, że nie podzielamy zainteresowań swoich znajomych albo że
nie kręci nas coś, co najwidoczniej kręci wszystkich wokół. Miejmy gdzieś to,
że ktoś może pomyśleć, że źle się dziś ubraliśmy, tylko dlatego, że szkoda nam
czasu na śledzenie trendów. Bo szkoda tych wszystkich znajomości, które nie
mogą się rozwinąć tylko dlatego, że coś nas przed tym blokuje.
Jedyne, co możemy zrobić, to wyzbyć się uprzedzeń i lubić innych takimi, jakimi są oraz mieć nadzieję, że oni zrobią to samo w stosunku do nas.
Izka
Trochę wyrwane z kontekstu ale jednak w temacie:
OdpowiedzUsuń"If you compare yourself with others,
you may become vain and bitter;
for always there will be greater and lesser persons than yourself."
-Max Ehrmann, Desiderata
Po raz kolejny podjęłaś się jednego z tematów, który często krząta się po mojej głowie. Podobnie jak w przypadku Twoich poprzednich tekstów, także i tym razem nie pozostaje mi nic innego jak tylko przyznać Ci rację z serdecznym przytaknięciem.
Myślę, że nie jestem tutaj wyjątkiem. Rzeczy o których piszesz, dotykają chyba wszystkich z pokolenia urodzonych w czasach niedalekich od zburzenia Muru Berlińskiego, przeżywających swój quarter-life crisis.
Mogę jedynie dodać, że „wpasowywanie się” w towarzystwo nie jest nigdy dobrym pomysłem. Wystarczy trochę wiary w siebie, a ludzie, ci prawdziwi i darzący nas szczerą sympatią, sami znajdą się w naszym otoczeniu. Wartości takiego towarzystwa nie sposób przecenić, w przeciwieństwie do bycia częścią gromady ludzi, którzy udają kogoś kim nie są po to żeby trafić w klucz i zaskarbić sobie w ten sposób aprobatę innych. Szkoda tylko, że w naszym społeczeństwie nie pielęgnuje się tych „dziwacznych szczegółów”, o których wspominasz, co skłania ludzi do bycia częścią szarej, bezpłciowej i bezkształtnej masy.
Reasumując, rada dla wszystkich pogubionych: Wyskakujcie ze swoich szuflad i zacznijcie przeżywać swoje własne życie, nie wstydząc się tego kim naprawdę jesteście!
Tobie Izo życzę powodzenia i niezliczonej ilości pomysłów na kolejne teksty. Trzymam kciuki!
M.