Coraz więcej moich
znajomych wkracza w jakiś sposób w prawdziwe, dorosłe życie.
Niektórzy powoli zakładają rodziny, inni myślą o przyszłej
karierze i rozkręcają swój biznes, jeszcze inni kończą studia,
zmieniają miejsce zamieszkania, zaczynają pracę. Mniej więcej za
rok o tej porze, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, i dla
mnie coś się zmieni. Będę zmuszona rozpocząć swoje własne
dorosłe życie jako pani magister inżynier architekt, czy tego
chcę, czy nie chcę. Być może wielkie zmiany nastąpią stopniowo,
jednak dziś ten moment wydaje się być naprawdę rewolucyjny.
Kilka lat temu
spodziewałam się, że jak już będę mieć te dwadzieścia-kilka
lat, to wszystko będę mieć poukładane w głowie. Ten wiek, koniec
studiów, zupełnie nowy etap w życiu wydawał się na tyle odległy,
że miałam wrażenie, że będę wtedy zupełnie inną osobą. Jak
strasznie się wtedy myliłam. Zawsze wychodziłam z założenia, że
należy szukać w życiu pasji, bo tylko ona jest w stanie zapewnić
nam satysfakcję i szczęście. Nie pieniądze, nie wielki sukces,
ale ta dziedzina, która nam tak przypasuje, że po prostu będziemy
chcieli się jej poświęcić. Zawsze też uważałam, że tylko
nielicznym udaje się względnie szybko tą pasję znaleźć, a
jeszcze rzadziej pokonać lęk, by to właśnie na niej się skupić.
Dlatego też próbowałam różnych rzeczy, powoli zbierałam pomysły
na siebie, wierząc, że w końcu coś mnie oświeci. I na tym
upłynęło tych kilka lat, a ja wciąż jestem tą samą osobą, co
kiedyś i nie mam pojęcia, co ze sobą zrobić. Przynajmniej tak
było dotychczas. Ostatnimi czasy jednak zaczynam zmieniać zdanie.
Mimo że znam osoby,
które zdecydowanie minęły się ze swoim powołaniem i robią w
życiu coś, czego naprawdę nie lubią, większość moich bliskich
mimo wszystko wciąż nie wyobraża sobie siebie robiących coś
innego, niż teraz. Mimo wielu trosk i zmartwień związanych z ich
ścieżką, nadal są pewni swoich wyborów. Nasuwa mi się więc
pytanie, czy moje dotychczasowe przemyślenia były słuszne. Czy
należy szukać w życiu tej jednej wielkiej pasji? A jeśli tak, to
jak to zrobić i się w tym szukaniu nie zatracić?
Gdy mam pomóc innym w
rozwiązaniu jakiegoś problemu, nie brakuje mi realistycznego
spojrzenia, a większość moich znajomych zazwyczaj sądzi, że mam
wszystko poukładane i twardo stąpam po ziemi. Prawda jest taka, że
gdy mam ogarnąć swoje życie, to delikatnie mówiąc, dość
romantycznie do wszystkiego podchodzę. Zastanawiam się, rozmyślam,
gdybam. Nie potrafię się zdecydować, co robić, wzdycham,
wyczekuję jakiegoś znaku od losu, że podążam w dobrym kierunku.
Czasami wpadam w panikę, że wciąż nie znalazłam czegoś dla
siebie. Generalnie rzecz ujmując, lubię sobie utrudniać życie i
wprowadzać wielki chaos. Średnio raz na dwa tygodnie przeżywam
kompletną rewolucję poglądów lub planów, myśląc, że teraz to
już na pewno wiem, co chcę w przyszłości robić.
Ale może się mylę.
Może tak naprawdę zero w tym wszystkim romantyzmu. Może to czysta
matematyka. Algorytm, na którym po prostu trzeba się skupić i
wybrać metodę dojścia do rozwiązania. Może bezsensownie jest
szukać tego, co mnie porywa, a czego mogę nigdy nie znaleźć? Może
czas na kolejną rewolucję, ale z zupełnie innej strony niż
dotychczas?
Zamiast w nieskończoność
sprawdzać się w nowych sytuacjach i testować nowe dziedziny w
poszukiwaniu tej jedynej, lepiej potraktować to po prostu jako
możliwość uczenia się różnorodnych rzeczy i z niej korzystać.
Nie warto podporządkowywać swoich życiowych planów czemuś, co
być może nigdy się nie znajdzie. Warto zatrzymać się na chwilę
w tym chaosie wątpliwości i zastanowić się, w czym już jestem
dobra i jakie umiejętności i cechy charakteru już mam, które mogą
umożliwić mi robienie czegoś ciekawego. Bo istnieje duża szansa,
że w tej plątaninie myśli czai się jeden dobry pomysł, który
się pominęło. Nie ma sensu gdybać i próbować na siłę wywracać
swoje życie do góry nogami, bo mimo że uważam, że każdy jeśli
tylko chce, może wszystko, to może jednak nie wszystko powinien.
Dzięki temu, że wiem,
jakie są moje mocne strony, jakie umiejętności posiadam i na czym
mam się skupić, by je jeszcze bardziej rozwijać, łatwiej
dostrzegam to, czego tak długo szukałam. Tę rzecz, w której mogę
być naprawdę dobra, bo wiem, że się do niej po prostu nadaję. A
jeśli mamy poczucie, że w czymś jesteśmy dobrzy, to o wiele
łatwiej o pasję, chęć do dalszego działania i motywację.
Dlatego sercowe rozterki odkładam na bok i do życiowych planów
podchodzę z głową.
Ach, żebym tylko nie
zmieniła zdania.
Izka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz