Władza kusi. Posiadanie
autorytetu wśród innych jest kąskiem, na który bez wątpienia
łaszą się wszyscy. Można się z tym stwierdzeniem nie zgadzać,
jednak prawda jest taka, że nawet najbardziej ulegli z nas, nie
mieliby nic przeciwko, gdyby inni robili to, co uważamy za
odpowiednie. Pod tym względem jesteśmy nieco egoistyczni. Wszyscy
wolą myśleć, że są nieomylni oraz zawsze postępują słusznie,
dlatego też każdy bez problemu widziałby się w roli lidera.
Ile razy, pracując w
grupie, przechodzi nam po głowie myśl: „sam zrobiłbym to milion
razy lepiej”? Ile razy wykłócamy się o jakieś rozwiązania,
tylko dlatego, że chcemy, aby nasz pomysł wybrano? Jak często na
naszych twarzach pojawia się uśmiech zadowolenia, gdy to nasze
zdanie zostanie docenione, a innych nie? Wszyscy jesteśmy w głębi
duszy trochę próżni i narcystyczni, dlatego wizja posiadania
kontroli nad czymkolwiek, jest dla nas tak kusząca. A więc szukamy
w życiu tego, co da nam poczucie władzy i autonomii. Być może
przez to, że tak wiele jest aspektów, na które nie mamy żadnego
wpływu, potrzebujemy choć kilku rzeczy, które sprawią, że
będziemy się czuć jakby nic nie było w stanie się nam
przeciwstawić.
Niezależnie od tego,
ile mamy lat i w jakim momencie życia właśnie się znajdujemy,
zawsze znajdzie się coś, nad czym mamy niebywałą kontrolę.
Największą satysfakcję daje nam jednak możliwość wpływania
innych. Może być to zwierzak, którego chcemy wytresować, by był
nam posłuszny. Rówieśnicy, którzy patrzą na nas i są podatni na
działanie tego, co robimy. Są to dzieci, które wychowujemy,
pracownicy, którymi kierujemy. Czasami jest to kwestia siły naszego
charakteru, który sam w sobie w pewien sposób wymusza
posłuszeństwo, a czasem jest to tylko i wyłącznie zasługa
pozycji, na której się znajdujemy. Niezależnie jednak od tego, z
czego nasza władza wynika, ważniejsze jest to, jak tę władzę
wykorzystujemy.
Prawdopodobnie wielu z
nas, jeśli nie wszyscy, nie raz znalazło się w sytuacji, gdy to
nam kazano się podporządkować. Gdy ktoś w taki czy inny sposób
wykorzystał na nas to, że ma więcej autonomii i praw. Mogło to
być w dziekanacie, gdy usilnie staraliśmy się załatwić jakąś
sprawę, w pracy, gdy próbowaliśmy dostać wypłatę za nadgodziny
czy w jakimkolwiek innym miejscu, w którym powodzenie naszego
przedsięwzięcia zależało od decyzji innej osoby. Niejednokrotnie
spotkałam się z tym, że ludzie wykorzystują swoje stanowisko i
pewne przywileje z nim związane tylko dlatego, że po prostu mogą.
Być może bezwiednie, ale jednak, utrudniają życie i pracę innym,
ponieważ mogą sobie na to pozwolić i w pewien sposób czerpią
satysfakcję z tego, że od ich decyzji czy polecenia zależy los
drugiej osoby. Ale nasuwa mi się pytanie – czy takie zachowanie
przynosi cokolwiek oprócz krótkotrwałego uczucia władzy i
autorytetu?
Posłuszeństwo innych
może być źródłem niesamowitej mocy. Może dodawać pewności
siebie i napędzać do działania. Jednak jeśli nasze stanowisko
wykorzystamy w nieodpowiedni sposób, niesamowicie łatwo przywództwo
przeradza się w tyranię. A czym jest władza, jeśli nie ma się
szacunku wśród tych, nad którymi chce się ją sprawować? To od
nas zależy, jakim liderem będziemy oraz jak nasz autorytet
wykorzystamy. Możemy dyktować warunki, myśląc o własnych
korzyściach, z ciekawości kierować ruchami innych, by wykonywali
nasze polecenia. Możemy bez wahania sterować innymi jak
marionetkami.
Ale jest jeszcze inna
droga. Możemy zachęcać do działania, motywować do pracy.
Inspirować i podnosić na duchu. Możemy wykorzystywać naszą moc
oddziaływania na innych tak, by i oni czerpali z tego korzyści.
Możemy otaczać ludzi opieką, troszczyć się o nich i nieść
potrzebną pomoc. Bo najlepsi liderzy nie wydają poleceń i nie
kierują bezpośrednio, ale raczej wspierają i nadzorują, dając
szansę rozwoju i zapewniając ciągłe wyzwania.
Od nas tylko zależy,
którą drogą zechcemy podążać.
Izka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz