Początek
miesiąca jest momentem sprzyjającym rozpoczynaniu nowych rzeczy. Zmienianiu
swojego życia. Szczególnie, gdy długi weekend majowy, który teoretycznie
powinien być wolny od pracy i trosk, zwiastuje zalegające obowiązki, z którymi
trzeba będzie się zmierzyć. Ale żeby jednak odsapnąć i nie zadręczać się tym,
czym powinno się zajmować, twórcza praca jest idealną rozgrzewką. Dlatego
właśnie dziś zamieszczam mój pierwszy wpis i łudzę się, że szybko nie przestanę
dodawać kolejnych.
Zawsze
uważałam siebie oraz byłam postrzegana przez innych jako osoba kreatywna, z
niezliczoną ilością pomysłów. I owszem, czasami kłębią się one w mojej głowie w
wielu kształtach, formach i kolorach. Często nie nadążam za moimi myślami, szczególnie
jeśli chodzi o zmiany planów życiowych. Jeśli dziś powiedziałam Ci, że rzucam
studia i wyjeżdżam do Irlandii, nie bierz tego do siebie, bo jutro zapragnę
studiować reżyserię w Łodzi.
Mimo że
rzeczywiście większość moich pomysłów jest lekko oderwana od rzeczywistości,
często zastanawiam się, co powoduje, że ich nie realizuję. Obserwuję również
moich znajomych, którzy nie do końca są zadowoleni z tego, co w życiu robią
albo dokąd zmierzają i dociera do mnie, jakim strasznie zagubionym pokoleniem
jesteśmy. Wszyscy marzymy o sukcesie, wielkiej karierze. Szukamy źródła
szczęścia, satysfakcji i pieniędzy, ale po drodze znajdujemy głównie
frustrację. Narzekamy na uczelnię, pracę, nasze miasto i kraj. Wszędzie jest
źle, wszystko jest okropne, nie ma perspektyw. Boże, jak nam źle! Każdy chce
wyjechać, rzucić studia, przeżyć przygodę, odnaleźć sens życia, ale prawda jest
taka, że na pomysłach się kończy, a my stajemy się zgorzkniali, bo nie
dostaliśmy tego, czego tak bardzo pragnęliśmy.
Z pewnych
powodów rezygnujemy z własnych marzeń i pomysłów. Często dlatego, że realizacja
wydaje się trudna, wręcz niemożliwa. Wątpimy we własne umiejętności i talenty,
boimy się reakcji innych, często sprzeciwu rodziców. Nie jest łatwo odnaleźć
się w świecie przepełnionym praktycznie wszystkim – informacjami, zasobami,
usługami, ludźmi. W świecie, gdzie żeby się wybić i wyróżnić, trzeba albo
błyszczeć nieprawdopodobną inteligencją, albo mieć szczęście, albo szokować
brakiem obu. Jesteśmy pokoleniem przeciętniaków i to zdecydowanie demotywuje do
jakiegokolwiek działania. Ale czy to oznacza, że nas nie stać, by to zmienić? Można
by rozpocząć kolejną dyskusję, że to wina państwa, bo w szkołach zamiast
pielęgnować odmienność, szufladkuje się i uczy schematami. Że się mało zarabia,
by spełniać swoje marzenia, a większość z tych nędznych zarobków i tak znika w
czeluściach Urzędu Skarbowego. Że jak tu się rozwijać i realizować, jak
wszystko wokół rzuca kłody pod nogi. Że trzeba tyle pracować, że się już nie ma
czasu na nic. Ale co takie dyskusje w ogóle wnoszą?
To, co
napiszę, zabrzmi ckliwie, ale bez hipsterskiego zabarwienia, jest bardzo
prawdziwe. Żyje się niestety tylko raz i szkoda odrzucać szanse tylko z powodu
strachu lub trudności. Szkoda czasu na bycie zgorzkniałym, narzekanie i
zastanawianie się, jak by było, gdyby nie było, jak jest. Chcesz coś zrobić,
zrób to. Masz pomysł, zrealizuj go. Pasjonuje Cię coś, oddaj się temu i stań
się w tym mistrzem. Nie wiesz, czego chcesz, szukaj i próbuj wszystkiego.
Owszem, plany i fantazje ulegają zmianom, my dojrzewamy, odnajdujemy swoje
priorytety. Ale nawet najmniejsze pomysły mogą prowadzić do czegoś
nieoczekiwanego, nadać życiu kolor. Więc zacznijmy robić rzeczy, zamiast
siedzieć i się zastanawiać, czy aby na pewno warto.
Oby blog nie skończył tak, jak Twoje środowe postanowienia ;) Czekam na kolejny wpis!
OdpowiedzUsuńWand
No to napiszę Ci kilka moich myśli. Zastanawiałem się jakiś czas temu nad słowem wykształcenie. Ktoś nadaje kształt twojej wiedzy i myślom i tak naprawdę kiedy napcha Ci już do głowy ty farmazonów to już nie ma miejsca na dochodzenie samemu do swoich wniosków. A ja rzuciłem studia i się cieszę bo możesz odkrywać świat , obserwować go po swojemu, a radość z odkrywania jest jednym z najlepszych uczuć jakich w życiu doświadczyłem.
OdpowiedzUsuńZ punktu Warszawy a tu zbiera się można powiedzieć elita z całego kraju mogę Ci napisać że nie ponadprzeciętna inteligencja jest motorem do wybicia się. Ja wyszukuję np zawodowo ludzi którzy mają swoje pomysły ale nie potrafią tego wprowadzić w życie. Robię to co lubię i chodź dopiero rozpoczynam tą drogę to czuję że daje mi to wielką satysfakcję. Do sukcesu bardzo dużo potrzeba odwagi a jak posłuchasz ludzi to okazuje się że dziś rządzi strach. Ludzie się boją , bo niestety ale tak bardzo jesteśmy zależni od pieniądza że gdy nam go zabraknie zaczynają się duże problemy. Największe gdy masz już rodzinę na utrzymaniu. Ale odwaga ma w sobie pewną magię która prowadzi człowieka w dziwny sposób jeśli tylko ten podejmie ryzyko.
I tak masz dużo szczęścia w tym że potrafisz obserwować świat i to jak się zmienia.
Pozdrawiam z Warszawy
Wojtek F ;)
Dzięki za myśli, Wojtek!:)
UsuńJa, mimo że momentami mam ochotę rzucić wszystko i uciec jak najdalej, jeszcze się nie poddaję i próbuję pogodzić chodzenie własnymi ścieżkami z tą szufladkującą rzeczywistością. Mimo że wciąż staram się to wykształcenie zdobyć, nie uważam, że jest ono jedynym sposobem na wyróżnienie się z tłumu, chociaż na pewno jest bardzo dobrym punktem wyjścia. Zgadzam się z tym, że żeby zaistnieć trzeba mieć pomysł na siebie i na to, co chce się robić, jednak nie każdy ten pomysł ma, a oprócz tego często, tak jak mówisz, boi się zaryzykować, by go zrealizować. Zdarza się, że pozostajemy "przeciętni" nie dlatego, że czegoś nam brakuje w kontekście intelektualnym, ale dlatego, że wciąż szukamy życiowej ścieżki. Dlatego, patrząc na to wszystko szerzej, można powiedzieć, że potrzebujemy dużej dozy szczęścia i odwagi, by osiągnąć sukces. A bez ryzyka nie ma gry!:)