Nikt się nie może o
tym dowiedzieć. Jakby on wiedział, że wiesz, to by mnie zabił.
Mam nadzieję, że to
zostanie między nami. To będzie nasz sekret. Sekrety są fajne.
Ostatnimi
czasy coraz więcej zauważam rzeczy, które wcześniej mi w jakiś sposób umykały
albo może było ich mniejsze natężenie. Zauważyłam, że większość osób, z którymi
spotykam się na co dzień, boi się innych. To musi być lęk, bo jak inaczej
wytłumaczyć fakt, że tak często nie mówimy innym prawdy?
Nie lubię
kłamać. Wydaje mi się to totalnie niepotrzebne i zabiera za dużo energii. Nie
mam głowy do zapamiętywania, komu co powiedziałam, a komu mam czegoś nie mówić.
Kłamstwo trzeba kontrolować, czasami pielęgnować, dbać, by nie urosło do
niewyobrażalnych rozmiarów. No i żeby nie wyszło na jaw w najmniej odpowiednim
momencie. Ale kłamstwo często przychodzi łatwiej niż powiedzenie prawdy.
Łatwiej opowiedzieć zmyśloną historię, niż przyznać się do złego uczynku. Można wybielić
swój wizerunek, trochę się wykreować. Łatwiej też nic nie mówić, niż powiedzieć
coś miłego. Łatwiej wymyślić wymówkę, niż się wytłumaczyć.
Nie znoszę
sekretów i nie rozumiem ich istnienia. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że
tylko jednej rzeczy nikomu nigdy nie powiedziałam i nie jest to nawet coś, o
czym nikt nie wie. Jest to rzecz, której się wstydzę, a która nawet mnie nie
dotyczy. Natomiast kłębi mi się w głowie milion sekretów innych. Większość z
nich nie jest ani kompromitująca, ani zła. Z pewnych powodów (często totalnie
dla mnie niezrozumiałych) ludzie wolą ukrywać coś, co zrobili, niż to
zignorować i zobaczyć, że nic się nie stanie, jeśli prawda wyjdzie na jaw. A
nawet jeśli ma to prowadzić do jakichś komplikacji, to czemu się przed nimi w
nieskończoność chować, zamiast raz, a porządnie stawić im czoła?
Nie wstydzę
się niczego, co zrobiłam, niczego też nie żałuję, bo nawet najgorsze rzeczy w
jakiś sposób na mnie wpływały i kształtowały mój charakter. Niektóre dziś
wydają się wręcz śmieszne, niektóre wciąż na mnie działają i wywołują mieszane uczucia. Nie mam problemów z
mówieniem o sobie, o tym, co sądzę o innych, czy o wszystkim, co obserwuję i o
czym myślę. Tylko nie zawsze ma to sens i nie zawsze ktoś chce mnie słuchać. Owszem,
bywa że jest mi strasznie głupio, że coś zrobiłam. Że mogłam pomyśleć, zanim coś powiedziałam. Ale takie są konsekwencje popełniania błędów, bycia młodym człowiekiem. Albo człowiekiem generalnie. I
trudno w takim wypadku oceniać innych, jeśli samemu ma się swoje grzeszki na
sumieniu. A każdy je ma.
Wszyscy mają
kompleksy i nie chcą, żeby ktoś o nich wiedział. Boją się pokazać swoje ciało
innym, wstydzą się brzuchów, nóg, tyłków i innych części ciała, a brak pewności siebie ukrywają pod głupimi żartami, modnymi ciuchami,
cwaniackimi zagraniami. Chłopcy chcą przelecieć swoje koleżanki i mówią o tym z
dumą swoim kolegom, mimo że nic w tym kierunku nie robią. Te koleżanki o tym
wszystkim wiedzą i nie mogą lub nie chcą nic z tą wiedzą zrobić. Ludzie ze sobą sypiają, nawet
jeśli są przyjaciółmi od miliona lat, znajomymi ze studiów albo się w ogóle nie
znają. Sypiają z dużo młodszymi, dużo starszymi, mężami, żonami (nie swoimi),
nauczycielami, rozwodnikami, wdowami. Po pijaku, na trzeźwo, z zabezpieczeniem
i bez. Faceci sypiają ze swoimi byłymi.
Dziewczyny też. Niezależnie od płci, ludzie się zdradzają. Mniej lub bardziej
perfidnie. Dziewczyny mają ochotę na wiele niegrzecznych rzeczy, mają dzikie
fantazje i bywają równie obleśne i agresywne, co chłopcy. Oni wbrew pozorom płaczą, gdy mają złamane serca, załamują się, gdy ktoś nie odwzajemni ich uczuć. Dziewczyny umawiają się z byłymi
swoich koleżanek za ich plecami, lecą na kolegów albo braci swoich chłopaków.
Oni natomiast sypiają z dziewczynami, które podobają się ich kumplom. Ludzie
kochają się też w sobie i zazwyczaj inni to widzą, nawet jeśli nikt się do tego
nie chce przyznać. Z miłości popadają w depresję, zaszywają się w domu albo
wyrywają wszystko, co się rusza. Kochają się krótko i intensywnie albo długo i
destrukcyjnie. Lubią się i nienawidzą.
No i co z tego.
Szkoda czasu na niedopowiedzenia
i uczucia trzymane w tajemnicy.
Iza, kocham to! <3
OdpowiedzUsuńMili
późno już, zatem do jutra! jutro coś napiszę...
OdpowiedzUsuńps: kiedyś też prowadziłam bloga... pozdrawiam, cioteczka
końcówka sugeruje temat... chyba, że się mylę, że jednak zwracasz uwagę na ogólny problem kłamstwa, matactwa, czy udawania???
OdpowiedzUsuńwiele razy odkrywałam się przed innymi i niestety, przynosiło to fatalne skutki... ludzie oprócz sekretów uwielbiają... gadać i tworzyć sensacje z życia innych (chcąc zapomnieć o swoim), ranią tym innych, którzy poluzowali pasy bezpieczeństwa i wywalili co im w duszy gra... musisz też zaakceptować to, że "ludzie mają kompleksy" bo je mają! każdy miał inne dzieciństwo i dostał inny tobołek na drogę (niektórzy otrzymali może puszkę Pandory- może nie warto jej otwierać...) jeśli jednak chodzi o drobne rzeczy, to też nie rozumiem tego durnego pozerstwa i "cygaństwa", wtedy myślę, że ludzie są durni, albo chorzy, albo mniej leniwi ode mnie... mnie nie chciałoby się tak kombinować:)cioteczka:)
O sekretach i kłamstwach pisałam w kontekście tego, co ostatnio zaobserwowałam wśród moich znajomych. Nie są to sekrety, które zmieniłyby bieg historii, gdyby wyszły na jaw, a ich kompleksy są zdecydowanie bezpodstawne i wynikają tylko i wyłącznie z braku pewności siebie. I chociaż te przemyślenia są wynikiem rozmów z moimi przyjaciółmi, to tak naprawdę dotyczą wszystkich. Nie mówimy prawdy, bo boimy się reakcji innych, a może robimy to w obawie przed zmianą tego, jak jest. Mimo że zmiana może mieć i zły, i dobry efekt. Może rzeczywiście czasami lepiej coś zachować dla siebie, ale czy aby na pewno warto ukrywać aż tyle? Jeśli to ludzie powodują, że nie chcemy im pokazać tego, jacy jesteśmy naprawdę, to problem tkwi w nas czy w innych? A może boimy się ich reakcji dlatego, że wiemy, jak wyglądałaby nasza? Dopóki nie przestaniemy się oceniać nawzajem, dopóty będziemy wymyślać kłamstewka i mieć sekrety.
Usuń